Możliwości

Może czasem ktoś zadaje sobie pytanie „czy mogę więcej?”. Posiadać, bardziej być, bardziej żyć, więcej z siebie dać, odkryć, zrozumieć. Ale zauważyliście, że zaczęłam od „posiadać”? W tak materialnym świecie graniczy to prawie ze szczęściem. Czy ktoś przemyślał dokładnie, czy to co zgromadzi zmieści się w pozłacanym mauzoleum? Tam przecież każdy trafi. Czy ocenią Twoją duszę, czy konto bankowe, albo wyposażenie domu? Czy ktoś się jeszcze nad tym zastanawia, że życie to początek i nie kończy się ze śmiercią? Że śmierć to następna droga, że to statek, który zabierze na drugi brzeg. Zeszliśmy jednak na tematy nadprzyrodzone, a jednak możliwości dotyczą ziemskości. Idziemy naprzód. Pędzimy. Jak stado spłoszonych koni. Co nas tak gna? Czy ten galop jest ukierunkowany, czy ma cel? Czy kierunek jest zgodny z zamierzeniem? Czy tak pędzimy, po prostu, bo wszyscy pędzą? To wszystko się wiąże ze sobą ściśle. Teraz, zastanów się. Czy znasz swoje możliwości, czy próbowałeś poznać granice? Czy potrafisz żyć przezwyciężając strach przed pójściem w inną stronę? Załóżmy, czy dziecko alkoholika, gdy dorośnie będzie mogło odciąć się od patologii? Czy zahukany człowiek, w konserwatywnym środowisku, znajdzie w sobie odwagę by je opuścić? Czy jesteśmy w stanie pokonać lęk, przed byciem sobą. I poczuć życie jak krew w żyłach. Wczuć się w siebie, dogłębnie rozpoznać swoje pragnienia. Człowiek nie może być kimś innym? Nie może chcieć więcej? Do pewnego stopnia może, nie wszystko da się jednak przeskoczyć. Lecz czy nie warto chociaż spróbować? Życie jest za krótkie na gdybanie. Decyduj…

 

*Dużo pytań się pojawiło, spróbuj odpowiedzieć szczerze chociaż na trzy.

Memento momento

Who wants to live forever?

Zaszufladkowali wspomnienia, by powracać do nich ciągle.

By żyć przeszłością- niekiedy. Wielu z nich zatracało się za drzwiami pamięci, siłą musiałem ich ściągać na ziemię, wyszarpywałem ich z zatracenia. Po to przecież jestem.

Jestem Strażnikiem Wspomnień, Strażnikiem Pamięci.

Siedzę na wysokim krześle, w pomieszczeniu, które wygląda jak ogromna biblioteka, z tym, że na regałach zamiast książek stoją całe szeregi segregatorów, dzienników i pamiętników.

Pełnych dat, pełnych nieścisłości o tylu znaczeniach w tak niepozornych urwanych zdaniach jak:

„kupiłem bilet, jadę”, „dzisiaj kąpałem się w jeziorze”, „dzisiaj pierwszy raz…”, „urodziła nad ranem”,

„jak mu to powiem”, „nie chcę wiedzieć, czy…”, „maszerowałem całymi godzinami”, „w kinie puścili pierwszy kolorowy film, nawet babcia poszła z nami” , „widziałem więcej kiedy…”, „chcę umrzeć”, „moje demony we mnie” , „bestia która przeżyła”, „masło i bułki, tylko świeże”, „kawa czarna parzona”, „czy ona będzie mnie kochać po tym co…”, „w sklepie za rogiem spotkałem przeznaczenie”.

Tyle znaczeń. Nie zagłębiam się w to- dla wyjaśnienia, ale muszę znać rozkład i treść poszczególnych zbiorów. Wciąż przychodzą nowe osoby i wypytują:

– „o dziennik z 1865 roku”, „a z 30 czerwca 1912 dla rodziny Kornet znajdzie pan coś?” , „szukam wspomnień żony tak sprzed 20 lat- wie Pan, dobrze powspominać jak jeszcze wyglądała”

Często samo czytanie im nie wystarcza. Znakomita większość pragnie obrazu i dźwięku- może to dziwne, ale takie wspominanie też jest możliwe. W ścianach (nie widać sufitu, a podłoga ma kształt owalu, jak wielka rotunda bez kopuły) są setki, tysiące i więcej drzwi. Drzwi do wspomnień.

A ja jako Strażnik mam klucz do wszystkich.

Na własne drzwi trzeba sobie zasłużyć- mianowicie trzeba…wracać, ciągle. Na drzwi zasługują stali bywalcy. Jeśli mnie pytać, to wolałbym nie mieć takich drzwi. Ludzie, którzy tam wchodzą prawie całkiem się zatracają i nie chcą wracać. Siłą muszę niektórych odcinać, ale nie mogę zabronić im wracać tak często jak zechcą, interweniować mogę po 50 uderzeniach (na środku Sali Wspomnień jest ogromny gong, w który uderza swoim tempem Ręka Czasu Przeszłego). Przy uderzeniu 55 muszę interweniować, przy 60- tym- jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło (mój poprzednik przestrzegał przed tym, ale właściwie sam zapomniał co dzieje się przy 60-tym uderzeniu- mógł zapomnieć po tysiącleciu służby).

Siedzę tutaj odkąd…pamiętam. Dziwne, opiekuję się wspomnieniami innych a nie mam własnych.

Właściwie funkcjonuję jak maszyna. Nie potrzebuję snu, ani jedzenia, nie czuję zmęczenia, nie mam pragnień. Cieszy mnie za to możliwość spotykania osób, które odwiedzają to miejsce. Zawsze mają tyle do powiedzenia (owszem zdarzają się i milczący, od których nawet ciężko wydusić czego szukają, podchodzą tylko do właściwych drzwi). Nazywam ich kontemplującymi.