Dla „hejterów” odzew

Dla wszystkich tych, którzy nie napisali w swym życiu więcej niż recenzje…

Jedni się z talentem rodzą, inni muszą go wyćwiczyć, jedno jest pewne – trzeba próbować i popełniać błędy, niż jak to ujęła Emily Dickinson w swym wierszu, „skarleć”. Spróbowałam i mam zarys poprawek i dalszego doskonalenia. Nie sądzę jednak, by było warto próbować przebić się przez „hejterów”, zostawiam Wam więc niedosyt, niesmak i inne Wasze niewątpliwe przymioty jak brużdżenie innym – dzielcie się tym sami, ja zaś dalej będę próbować, bo nikim jest ten kto nie ulepsza świata. Dla przypomnienia wiersz, o którym wspomniałam wyżej.

„Aż powstać będzie trzeba
a wtedy jak chce Boski plan
sięgniemy głową nieba
Wówczas odwaga, której brak
stanie się codziennością

bo karlejemy z własnej woli

w obawie przed wielkością”

Eresteja dodatki – dla niepocieszonych

Rada Kryzysowa – Czasy Wielkiej Tęsknoty

Eresteja z zażenowaniem i znudzeniem przyglądała się rozgrywającej się scenie. „Że też muszę brać w tym udział”- pomyślała, bawiąc się płomykiem zamkniętym w swojej dłoni, delikatnie łaskoczącym jej skórę. Po jej obydwu stronach zasiadali skrybowie królewscy. Naprzeciwko zaś siedziała dziewczyna, o anielskim wyglądzie. Z blond lokami i niebieskimi oczyma, które wpatrywały się w mapę na środku stołu. Eresteja wiedziała, że w tej dziewczynie anielski jest tylko wygląd. Rena była żoną króla ludzi, Młotomata. I bynajmniej nie należała do łagodnych i dobrych kobiet. Młotomat był u kresu swego życia, a młoda żona potrafiła sprawić, by spełniał wszystkie jej zachcianki. Łącznie z udziałem w tej Radzie. Potajemnym spotkaniu Rady Kryzysowej w Czasie Wielkiej Tęsknoty. Przy stole zasiedli więc Strażnicy Żywiołów, ściągnięci ze wszystkich krańców świata, odciągnięci od poszukiwania Istoty, która zatrząsnęła światem w posadach swą mocą. Prócz nich Królowie Młotomat z małżonką Reną, królowa elfów Tenero, wódz krasnoludów Grubin i skrybowie, którzy notowali przebieg spotkania, skrobiąc z zawziętością po rulonie papieru. Wszyscy zgromadzili się w podziemiach starego zamku na wzgórzu, skąd rozciągał się widok na masyw górski Brasuk. Obszerna komnata, do której ich zaproszono, dawno miała za sobą czasy świetności. Stare arrasy wisiały na kamiennych ścianach, tak zakurzone, że ciężko byłoby odgadnąć co na nich wyszyto. Połamane stoły i krzesła ułożono pod ścianą, by zrobić miejsce przy największym z nich, jedynym, dla którego upływ czasu był łaskawy. W powietrzu Eresteja czuła wilgoć i nieprzyjemny zapach spróchniałego drewna. Kamienne ściany nie chroniły przed chłodem z zewnątrz. Podtrzymywała więc ogień w kominku, który był głównym źródłem światła w pomieszczeniu, nie licząc lichych blasków świec sączących się z zardzewiałych kandelabrów. Widziała gęsią skórkę na ramionach Reny, która ubrana była jedynie w taliowaną, jedwabną suknię koloru zgniłej zieleni. W porównaniu do zakutanej w szary, podbity kożuchem płaszcz Tenero, Eresteja prawie współczuła jej doboru stroju. Zauważyła, że jej Siostra Hereja, władająca żywiołem ziemi, również patrzy w tym kierunku, porozumiały się w myślach, wymieniając złośliwe uwagi i Strażniczka musiała pilnować się, by nie parsknąć śmiechem. A nie był to dobry moment na śmiech, gdyż Grubin czynił przycinki do Tenero, wiadomo bowiem nie od dziś, że elfowie i krasnoludy nie potrafią żyć w zgodzie. Kay wtrącił się do rozmowy i Eresteja dopiero teraz zaczęła słuchać o czym była mowa.  W ogólnym zarysie, mieli uradzić co zrobić z Istotą.

– Proszę, przestańcie choć na chwilę! – rzekł Kay, wyciągając rękę na znak protestu – nie czas teraz na rozmowy o tym, czyje krowy dają więcej mleka! – było to pogardliwe stwierdzenie używane w świecie ludzi gdy mowa była o rzeczach nie istotnych.

Tenero uśmiechnęła się do Kaya. A był to uśmiech szczery, obejmujący także oczy. „Prosta twarz, szczera twarz – rzadko spotykane”- przemknęło Eresteji przez myśl.

– Strażnicy – rzekła królowa elfów i wstała ze swojego miejsca, nie była wysoka, jednak zrobiło to wrażenie na Grubinie, który wstał już wcześniej, a Tenero była prawie o dwie głowy wyższa od niego. Podeszła do kominka i odwróciła się do nich kontynuując – Istota jest powiązana z Waszą mocą. Co my możemy zrobić? Nie władając żadną magią? Wy powinniście znaleźć to dziecko.

– I tak się stanie, Pani – rzekł Krygos, drugi Strażnik Ziemi – nie musisz w to wątpić. Znajdziemy i obezwładnimy Istotę.

„Tylko jak? – pytał w myślach Kay.” Eresteja pokręciła głową. Wiedziała, że bogowie się odwrócili od nich, za złamanie prawa, a oni byli za słabi na walkę z taką mocą. Jednak nie był to czas ani miejsce na ich wątpliwości. Każda wątpliwość poddawałaby próbie ich wiarygodność, a brak szacunku u władających ludem równał się wydaniem na siebie wyroku śmierci.

– Wy zajmiecie się Istotą. Ale co z Nami? – burknął Grubin – widzieliście to pęknięcie na południe od Traktu Kupców?

Młotomat pokiwał głową z ponurą miną. Rena wskazała miejsce palcem na mapie.

– To tutaj. Całkiem niedaleko od…

– Naszych kopalni – warknął Grubin – jak tak dalej pójdzie te trzęsienia zasypią nam najobfitsze pokłady kamieni szlachetnych.

Tenero parsknęła, jednak nic nie odrzekła. I Eresteja poruszyła się delikatnie na krześle. O chciwości krasnoludów krążyły straszne legendy. Najgorsze w każdej legendzie jest to, że zawiera jakiś pierwiastek prawdy.

– Wasze kopalnie! – mruknął Młotomat – a co z moimi kamieniołomami? Skąd weźmiemy kamień, by budować domy? Schronienie? Idzie zima! Najsroższa odkąd żyję.

– Martwicie się o domy, a nie o to, żeby miał kto w nich mieszkać – spokojnie zaoponowała Tenero. Ogień z kominka igrał w jej oczach. Eresteja popatrzyła na nią uważnie. Kay rzucił w myślach „Krasnoludy o to co pod ziemią, ludzie o kamień, a elfy o ludzi. Co za absurd”

„Nie dojdą tutaj do porozumienia. Strata czasu”- odrzekła. Reszta Strażników w milczeniu pokiwała głowami wiercąc się na drewnianych krzesłach.

– Zapomniałem, że elfy nie dbają o to co ziemskie. Jesteście tak dumni i pewni siebie, że nie wiem jak możecie chodzić, gdy cały czas unosicie się w powietrzu ponad innymi, których uważacie za gorszych! – krzyknął Grubin.

Twarz Tenero pozostała łagodna, lecz oczy tryskały gniewem.

– O to samo miałem zapytać! – wtrącił swoje Młotomat – i jak to jest, że takie światłe stworzenia, wypasają swoje krowy na polach moich poddanych?!

„Znowu te krowy” – Hereja popatrzyła na nich z zażenowaniem.

– Nie ja pasę krowy na Twoich ziemiach, Młotomacie. Dobrze wiesz, że elfowie nie jedzą mięsa i nie wypasają trzody. Zapytaj Grubina.

Krasnoludzki wódz zaczerwienił się i zaczął zapierać. Strażnicy siedzieli niewzruszeni. Młotomat uderzył pięścią w stół i rozlał wino na mapę. Wszyscy umilkli i popatrzyli na strużki czerwonego napitku sączące się po zagięciach mapy. Wsiąkając w grupy papier, tworząc granice na niepodzielnym dotąd świecie.

– Bogowie tak chcieli – powiedział Grubin patrząc na to. Tenero przewróciła oczami, przywódca ludzi wykonał dziwny gest ręką i szeptał dziwne słowa kiwając głową nim odrzekł:

– Tak. Nie będzie już kłótni. Podzielimy ten świat póki jest ku temu sposobność.

Strażnicy popatrzyli na siebie z niedowierzaniem i wstali. Wszyscy stanęli za plecami Reny i spojrzeli na mapę. Strużki wina podzieliły ją na trzy części.

Scheleas, Gartbues i Hereneas. Kraina Elfów, Krasnoludów i Ludzi.