Najszybciej jest się wzbogacić na głupocie innych…

Taka teza pozwala mniemać, iż (wręcz jest to poparte twardymi dowodami) większość ludzi bogatych nie wybiła się na pomysłowości- bo inteligentny rozwój to jedno, a rozwój z pomocą inteligencji co innego. Inteligencją odznaczają się Ci, którzy wykorzystują jej braki u innych, choć nazwałabym to bardziej pospolicie- sprytem. Uważam, że mimo wszystko życie człowieka to życie jednostki i nie powinno się wrzucać wszystkich do jednego worka- jedni chcą się rozwijać, choć mają „pod górkę”, drudzy mimo możliwości się nie rozwijają, trzeci wolą trwać w niewiedzy napędzanej lękiem przed zmianami i ryzykiem, kolejni zaś uparcie snują marzenia o lepszym losie, inni uznają zasadę „po trupach do celu”. Największą zaś grupę stanowią tzw. „liski chytruski”. Wzbogacając się kosztem innych- dosłownie, wydzierając im pieniądze pośrednio lub bezpośrednio (oszukując na podatkach, wynagrodzeniach, przy zakupach i innych codziennych, prozaicznych czynnościach) odnoszą sukces i pławią się w luksusie, stojąc na podwalinach tej kruchej  wieży ludzkiej gnuśności. Razem z tymi, którzy siły nad przyrodzone na ziemi reprezentują. Teraz czekamy, aż przyjdzie Stwórca i rozproszy ich siejąc zamęt. Czym więc jest inteligentny rozwój? Dobrymi chęciami. Mamy zaktywizować społeczeństwo do działania. Tylko po co? Społeczeństwo jest bardziej przydatne jeśli jest pozostawione w niewiedzy i przeświadczeniu, że na tak zwanym „skurwysyństwie” świat się opiera. Lepiej nic z tym nie robić i podejrzewając, że przecież nie na tym polega dobrobyt poddać się przytłoczeniu i błędnym informacjom mediów. Nikt tego nie zmieni z tych wyżej postawionych spryciarzy, bo kto ich wtedy utrzyma? Czy naprawdę nie jesteśmy świadomi w jakiej ciemnocie nas utrzymują? Śmialiśmy się ze średniowiecza, że „ciemne wieki” , teraz mamy rozwój cywilizacji a nie rozjaśniło to nam horyzontów. Mamy więcej swobody kontrolowanej- nazywamy to „wolnością”. Wolnością jest to, że nasi „przedstawiciele” żyją lepiej niż my wykonujący pracę, gdy oni nawet nie zbrudzili sobie nią rąk, że nasze podatki karmią darmozjadów, którzy uchwalają niekorzystne dla nas ustawy, że Unia oddaje nam nasze pieniądze w projektach mówiąc „ja wam daję, bo jestem wspaniałomyślna”. Chorujesz? Idź do lekarza na „za pięć lat”. Płacisz składki zdrowotne, a i tak chodzisz prywatnie. Płacimy za wszystkie towary podatek doliczony do każdej transakcji. Chcemy kupić samochód- oczywiście, płacisz za samochód, podatek VAT, podatek od wzbogacenia, opłatę za rejestrację, za wyrejestrowanie, jeszcze OC. Ktoś powie- tak, to jest potrzebne. Tylko, że gdy się zarabia mało to jest to zbędne. Można nie mieć samochodu, mieszkać w wynajętym mieszkaniu, a „Ci na górze” mówią nam – bądźcie płodni i rozmnażajcie się. To samo dotyczy wiary. Bo gdyby nie wiara to ten nasz Kościół już, by nie istniał. Jesteśmy coraz ubożsi, a kościół mówi- daj, daj, daj, daj, daj. Składka, każdy sakrament, kolęda, składka no nowy dach, na plebanię, na ogrzewanie…na nowe auto proboszcza i na paliwo do jego auta, na pomnik. A gdy byłeś dobrym katolikiem to będziesz miał nagrodę w niebie, a za pogrzeb zapłaci twoja rodzina, a jak jej nie stać, no to chyba zagrzebią Cię w ogródku koło psa Kajtka. Nie od dziś wiadomo, że światem rządzi pieniądz i nie liczą się już takie wartości jak uczciwość, sprawiedliwość, miłość, wiara. Nawet nie mamy godności. Zależy Ci na pracy, bo masz rodzinę, co? No to daj się zmieszać z błotem, niech Ci urągają- i nastaw jeszcze drugi policzek. Tak nas wychowali. Wspaniała mentalność. W takim świecie trzeba ćwiczyć fitness i chodzić do dentysty (byle nie na fundusz)- żeby mieć twardą dupę i mocne zęby. Ale nie martwy się, bo jeszcze coś nam zostało skoro nie chcemy buntu przeciw tym, którzy nas okradają. Nadzieja. Niby jest matką głupich więc się dobrze składa. A matka jak matka- każdą trzeba kochać.

Powrót do świata marzeń

Znów się spotykamy na grząskim gruncie, gdy zdrowy rozsądek wpuszcza do siebie iluzję ze świata wyobraźni. Nie ma dla mnie nic bardziej zwodniczego niż…wyobraźnia. Gdy zatracam się w swojej, nie wiem czy dalej w niej pozostaję, czy budzę się do świata żywych. To niebezpieczne. Ale wolę ten niepewny teren i niebo nad głową, niż dosłowność żywych ludzi którzy sami umarli dla siebie, nie mogąc pogodzić się z potrzebą fantazji. Od snu, do snu. Tylko gdy zamykam oczy, widzę świat takim jakim powinien być dla mnie i ludzi którzy mnie akceptują i wspierają. Każdy chyba ma jakieś wielkie marzenie, za którego spełnienie oddałby wszystko. Najgorzej gdy to marzenie wypełnia całe życie tak iż dąży się do niego, choć nigdy nie zostanie spełnione. Jeśli ktoś np. chciałby być jednorożcem, to ciężko to spełnić… Czasem życie rozczarowuje..ale trzeba brać je i się nie zastanawiać.