Słowem o magii – słowem wiedźmy

Format Cytat

Jeśli chcesz poznać wiedźmę, przyjrzyj się jej magii. Każda z nas otrzymała dar. Część mocy z pradawnych wierzeń, zrodzonych w sercu ziemi, na styku żywiołów. Zaklęcia to sztuczki, spijane z warg jak pocałunek, poczujesz rozkosz, ale to dopiero przedsionek. Magia to potęga i wiedza, która użyta mądrze czyni życie bardziej intensywnym, jak miłosne doznanie, w całkowitym spełnieniu, tak iż dzięki niej jesteś całością. Jest uwodzicielska, porywcza, ale też czyni dobro i potrafi dobru służyć. Łaknąc jej zachłannie, ciągle chcesz więcej. Jeśli nad tym nie zapanujesz połknie Cię i nie zapragniesz nic ponad nią.

Thaeth – część trzecia

Zaległa cisza, przerywana tylko ćwierkotem ptaków za oknem. Umysł Strażniczki odprężony po długim śnie nie mógł przyswoić słów kobiety.

– Ale jak… – wydukała – Naznaczona?

Kiwnęła głową, patrząc na Eresteję z uwagą.

– To znamię – wskazała na swój prawy policzek, gdzie widniał symbol motyla – nie jest zwykłą skazą.

– Skąd je masz? Co to wszystko znaczy?

Naznaczony w staro-elfickim znaczył toż samo co Yelterami, czyli…

– Przeklęty… – uzupełniła Eresteja.

Etijene kontynuowała.

– Przeklęty, a zasadniczo „skażony tułacz„. Lecz zacznijmy od początku, od mojej historii.

Król Fasemani, a mój ojciec szczycił się pochodzeniem staro-elfickim. Rody urodzone przed Trumanulli – Dniem Przypływu pochodziły zza Morza, z krainy do której według wierzeń trafiały nasze dusze – zrobiła krótką pauzę – Rody z czasem wymarły ustępując pola następcom zrodzonym już w tej Krainie. Jednak Fasemani uparcie obstawał przy trwaniu w tradycji, choć niektóre z obrzędów wymagały krwi i okrucieństwa. Malawidi, jego brat nie godził się na to i postanowił wykorzystać to przeciw królowi. Podburzył lud. Musieliśmy uciekać. Schronienie znaleźliśmy w Thaeth. Malawidi  nie zaprzestał poszukiwań. Znalazł nas i…kazał mi patrzeć na śmierć mojej rodziny- ponownie przerwała na chwilę, przymknęła oczy – Moja matka znała czary. Resztka magii jaka pozostała z kilku pokoleń jej przodków wystarczyła do rzucenia zaklęcia. Krew przeciwko krwi. Brat zamordował brata. Otworzyło to przejście między światami. Tylko tak wielka krzywda mogła to sprawić, wielkie zło. Mój ojciec i bracia już nie żyli, więc zaklęcie uderzyło we mnie, jako ostatnią z jego krwi. Malawidi nie mogąc mnie zabić, oszpecił twarz. Uciekłam, tak mi się zdawało. Pojawił się przede mną świetlisty szlak i nagle wylądowałam w innej krainie… chodzących cieni…wystraszyłam się i chciałam się wydostać. I biegłam tak przez kolejne światy, a drzwi zamykały się za mną i otwierały kolejne. Zdawało mi się, że trwało to wieki, lecz w końcu wróciłam tutaj. Do Thaeth. I znów stałam twarzą w twarz z Malawidi, jakbym nie odeszła choćby na chwilę. Wuj z wściekłości kazał mnie przywiązać do drzewa Nefertari. Narysowali na nim znak Grozy i siedziałam tam, obok zakrwawionych ciał moich bliskich. Mieszkańcy uciekli. Błagałam o pomoc, płakałam, krzyczałam, nikt się nie zatrzymał. Siedziałam tam trzy dni, bez snu i pożywienia, czując smród rozkładających się zwłok. W końcu udało mi się uwolnić choć zdarłam skórę z nadgarstków. Chciałam biec przed siebie, ale nie mogłam… Gdy tylko pomyślałam, żeby być gdzie indziej pojawiał się świetlisty szlak. Odkryłam, że mogłam żyć w tych krainach do których mnie niosło. W innej postaci, lecz zawsze ze znamieniem. a mimo to, ciągle byłam tutaj, pochowałam rodzinę, zebrałam rzeczy pozostawione przez mieszkańców, zamieszkałam w tym domu. Miasto jest moją pętlą czasu. Odkryłam to czytając księgi o starej krwi w innej krainie.

 

I znów zaległa cisza. Do Strażniczki powoli docierały słowa wypowiedziane przez towarzyszkę. Ukształtowała w głowie obrazy, nim się odezwała.

– To co powiedziałaś… brzmi nieprawdopodobnie. Do tego stopnia, że muszę się uszczypnąć, by sprawdzić czy to nie sen.

Tak też zrobiła. Skóra zapiekła lecz nadal pozostała w tym samym pomieszczeniu, a Etijene patrzyła na nią ze znużeniem.

– Inni też mi nie wierzyli.

– Mówiłaś o tym komuś? Przecież twierdziłaś, że nikt tu nie mieszka poza Tobą.

– Bo to prawda. Opowiadałam o tym w innych światach. O możliwości przechodzenia między nimi. Nikt nie wierzył, ale w jednej z krain sprzedałam tą historię jednemu grajkowi i ułożył z tego przyjemną dla ucha pieśń. Nie wiesz nawet jak daleko zawędrowała i jak ją zmienili odtwórcy. Niekiedy opowiadają o mnie jak o porzuconej przez ukochanego dziewczynie, którą bogowie uratowali przed śmiercią stwarzając możliwość wędrówek między światami, inni zaś zrobili ze mnie wiecznego tułacza, który szuka cząstek swej duszy rozsianej po całym wszechświecie.

– Bardzo to…twórcze, ale nadal nie mogę w to wszystko uwierzyć. Możemy powrócić do tego świata w którym obecnie jesteśmy?

Kiwnęła głową, a Eresteja kontynuowała.

– Mówiłaś, że Thaeth to pętla czasu i nie możesz stąd wyjść…czy zatem ja będę mogła?

– To się okaże.

Nie okazała zdenerwowania. Zadała kolejne pytanie.

– Skoro nie możesz opuścić miasta, a jest zrujnowane…jak jeszcze żyjesz? Jak przetrwałaś? Bez pożywienia…

– Rozstawiłam sidła wokół miasta, czasem coś się złapie…jakiś gryzoń. Czasem strzelam do ptaków jeśli podlecą dość blisko. Niestety nie jestem wytrawnym łowcą, ani strzelcem, więc zdarza się, że muszę przynieść trochę jedzenie z innego świata.

– Potrafisz zabrać coś ze sobą? A…kogoś?

Etijene westchnęła.

– Coś niedużego, co skryję pod ubraniem-tak. Innej istoty – nie.

– Dlaczego? – Eresteja nie starała się ukryć rozczarowania.

– Według ksiąg sprzeciwia się to prawu czasoprzestrzeni. Istoty, twory należą do jednego świata. Przejście otwarte dla wielu zaburzyłoby harmonię. Wiesz, według myślicieli, czy też Twórcy tej teorii Czarodzieja Bzika, inni chcieliby podróżować ciągle, sprawdzać inne światy, nie byłoby stałości.

– Wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma – dodała szeptem Strażniczka.

– Otóż to, otóż to – widząc jej niepocieszoną minę, Etijene dodała – nie martw się. Każdy przechodzi przez wszystkie krainy, tylko w inny sposób.

– Jak to?

– Po śmierci. Gdy dobiegnie kres jego dni w jednym z nich, Strażnicy Światów przychodzą po niego i zabierają go dalej, do swojego królestwa.

– Ale nie pamięta nic z poprzedniego, tak?

– Nie całkiem. Czasami pozostaje wrażenie, niewyjaśnione wspomnienia, których pochodzenia nie możemy sobie przypomnieć. Spotykam takie osoby, jedne pamiętają więcej, inne mniej.

– Czyli wiara w bóstwa nie jest konieczna, by dostać lepsze życie po śmierci?

– O wierze się nie wypowiem, nie wiem nic o niej. Podejrzewam tylko, że wierzący lubią mieć poczucie, że coś ponad nimi jest. Coś co chroni, karze… wytłumaczenie dla dobra i zła.

Znów zamilkły. Eresteja spytała ponownie.

– Kiedy będę mogła stąd odejść? Mogłabyś odwinąć bandaż? Chciałabym obejrzeć nogę.

Przez twarz drugiej elfki przemknął cień. Posłusznie podeszła do niej i rozcięła bandaż. Eresteja zobaczyła zasklepioną ranę, co było prawie niemożliwe i coś co wprawiło ją w jeszcze większe zdumienie. Na środku rany tkwiło znamię, motyla, nie tak wyraźne jak na policzku Etijene, ale doskonale rozpoznawalne. Spojrzała znów smutne czarne oczy, oczekując odpowiedzi.

– Musiałam przynieść lekarstwo z innego świata. Wybacz, ale tutaj nie miałam nic co zahamowałoby rozwój infekcji. Miałaś wysoką gorączkę i dziwne plamy, które zbliżały się w kierunku serca. Nie miałam wyjścia.

– Jaki to będzie miało na mnie wpływ?

Nie odpowiedziała od razu.

– Przeczytałam, że…być może żaden, raczej nie utkniesz tutaj, bo nie wiąże Cię z tym miejscem nic szczególnego, w przeciwieństwie do mnie, ale…

– Ale?

– …możesz nie przechodzić między krainami po szlaku, ale gdy przejdziesz do innego świata po śmierci, prawdopodobnie będziesz pamiętała wszystko z tej krainy i każdej następnej.